Syndrom ratownika to nie tylko chęć pomagania – to często potrzeba zasługiwania na miłość kosztem siebie. Poznaj mój osobisty tekst o tym, jak uczyć się stawiać granice i pomagać mądrze.

Syndrom ratownika – kiedy pomaganie innym staje się ciężarem

Total
0
Shares

Syndrom ratownika może brzmieć jak coś pozytywnego. Przecież pomaganie innym to piękna rzecz, prawda? Sama przez długi czas myślałam, że to mój największy atut. Że to moja wrażliwość, empatia i poczucie odpowiedzialności za innych czynią mnie dobrym człowiekiem. Dziś wiem, że to tylko część prawdy.

Czym jest syndrom ratownika?

To nie jest tylko cecha charakteru. To wzorzec zachowania, który – choć często podziwiany – potrafi być bardzo wyczerpujący. Osoby z syndromem ratownika żyją dla innych. Są pierwsze do pomocy, ostatnie do odpoczynku. Ich potrzeby zawsze lądują na końcu listy.

Na pierwszy rzut oka to bohaterowie codzienności: pracownicy opieki, nauczyciele, mamy, przyjaciele. Ale pod tym wszystkim często kryje się coś więcej – lęk przed byciem niepotrzebnym, przekonanie, że miłość trzeba sobie zasłużyć pomaganiem, oraz ogromne trudności w stawianiu granic.

Dlaczego to taki trudny temat?

Ponieważ społeczeństwo nagradza nas za bycie „dobrymi ludźmi”. Kiedy mówimy „dbam o innych, bo chcę”, słyszymy uznanie. Ale gdy mówimy „jestem zmęczona pomaganiem”, spotykamy się z niezrozumieniem.

Zatem uczymy się zaciskać zęby. Zostawać po godzinach. Odbierać telefony o północy. Tłumaczyć innych. Ratować relacje. I nie pytać, czy ktoś nas w ogóle o to prosił.

Syndrom ratownika to nie tylko chęć pomagania – to często potrzeba zasługiwania na miłość kosztem siebie. Poznaj mój osobisty tekst o tym, jak uczyć się stawiać granice i pomagać mądrze.

Moje doświadczenie z syndromem ratownika

W moim przypadku wszystko zaczęło się niewinnie. Lubiłam pomagać. Lubiłam czuć się potrzebna. Ale z czasem zauważyłam, że moje pomaganie staje się obowiązkiem, nie wyborem. Czułam się winna, gdy mówiłam „nie”. Nie umiałam odpuścić, choć ciało i głowa mówiły „dość”.

To nie znaczy, że przestałam pomagać. Po prostu uczę się, jak robić to zdrowo. Jak nie tracić siebie w trosce o innych.

Książka, która mi pomogła

Jeśli odnajdujesz się w tym opisie, bardzo polecam książkę „Syndrom ratownika”. To nie tylko analiza mechanizmów psychologicznych, które za tym stoją, ale też kompas do odzyskania siebie.

Autor pokazuje, jak ważne jest zrozumienie, skąd bierze się nasza potrzeba ratowania innych. Jak nauczyć się wyznaczać granice, łagodzić wewnętrznego krytyka i zaspokajać własne potrzeby bez poczucia winy.

„Tylko dbając o siebie, możesz naprawdę skutecznie pomagać innym.” – to przesłanie, które warto zapamiętać.

Ta książka nie uczy, jak przestać pomagać. Uczy, jak robić to mądrze – z szacunkiem do innych, ale też do siebie.

Jak sobie pomóc, gdy jesteś „ratownikiem”?

  • Zatrzymaj się i zapytaj: „Czy ktoś naprawdę mnie o to prosił?”
  • Pamiętaj, że „nie” dla innych bywa „tak” dla Ciebie.
  • Ucz się odpuszczać – nie każda sytuacja to Twoja odpowiedzialność.
  • Buduj relację z samą sobą – jakbyś była swoją najlepszą przyjaciółką.
  • Dbaj o odpoczynek – nie po to, by znowu dawać, ale by po prostu być.

Czy Ty też masz w sobie syndrom ratownika?

Zastanów się, kiedy ostatnio zadbałaś o siebie tak, jak o innych. Jakie są Twoje granice? Jakie przekonania kierują Twoją troską?

Zadaj sobie pytanie: czy naprawdę musisz ratować wszystkich, by zasłużyć na miłość i uznanie? A jeśli chcesz – podziel się swoją historią w komentarzu. Razem tworzymy przestrzeń do refleksji. Nie jesteś w tym sama. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może także Ci się spodobać!
Syndrom ratownika to mechanizm obronny, w którym troska o innych staje się sposobem na unikanie własnych emocji. Dowiedz się więcej.

Syndrom ratownika

Niektóre osoby odczuwają silną potrzebę niesienia pomocy innym, często kosztem własnych potrzeb i granic. Choć troska o innych jest naturalna, w niektórych przypadkach może stać się mechanizmem obronnym chroniącym przed…
Zobacz wpis