Zakochana para obejmująca się o zachodzie słońca, sylwetki na tle pomarańczowego nieba nad morzem.

Dlaczego zakochujemy się właśnie w tej osobie?

Total
0
Shares

Zakochujemy się nie tylko sercem – zakochujemy się raną. Usłyszałam kiedyś słowa, które zatrzymały mnie w miejscu. Maté Gabor powiedział:

„Zawsze poślubisz tę osobę, która uruchomi w Tobie każde nieszczęście, którego doznałeś w dzieciństwie.”

Zamarłam. Bo poczułam, że to o mnie. I o wielu z nas.

Na początku związku widzimy błysk, przyciąganie, wspólne poczucie humoru. Wszystko wydaje się „klikać”. Ale pod tym zachwytem często kryje się coś znacznie głębszego – nasze dziecięce braki i głody emocjonalne.

Miłość to dwa poziomy – i ten drugi jest trudniejszy

Maté Gabor w jednym z wywiadów mówi dalej:

„Kiedy znajdujemy kogoś, z kim chcemy stworzyć związek, dzieje się to na dwóch poziomach.

Na pierwszym – uważasz tę osobę za bardzo atrakcyjną, zabawną i fajnie Ci z nią być. Jest wspólnota i atrakcyjność.

Ale pod tym kryje się coś jeszcze. Jest tam poszukiwanie takiej miłości, której nie dostaliśmy na samym początku.

I wtedy zrozumiałam, że nie chodzi tylko o „chemię”. Chodzi o podświadome szukanie znajomych emocji. Nawet jeśli te emocje były bolesne.

Para zakochanych obejmująca się nad brzegiem morza w świetle dziennym, patrząca sobie w oczy z uśmiechem.

Związek jako pole do pracy – nie tylko do bycia szczęśliwym

„W związkach chodzi o wspólne dorastanie – jeśli to możliwe. Ale gwarantuję Ci, że kiedy kogoś poślubisz, znajdziesz w tej osobie zarówno spełnienie marzeń, jak i najgorszych koszmarów.” – Maté Gabor

Zabrzmiało mocno? Bo takie jest. W miłości nie tylko się śmiejemy i przytulamy. W miłości też konfrontujemy się z naszymi ranami. Czasami wchodzi złość, czasami przychodzi lęk przed odrzuceniem. Czasami czujemy się znowu mali i niewidzialni – jak wtedy, gdy byliśmy dziećmi.

I tu nie chodzi o to, że coś z nami nie tak. To normalne. Bo każdy związek uruchamia w nas jakieś mechanizmy z przeszłości. Zakochujemy się w czyjejś bliskości, ale też w jego dynamice – znajomej, choć nie zawsze zdrowej.

Mój wniosek? Szukamy… ich

Wielu z nas – i ja też – szuka w partnerze dysfunkcji swoich rodziców. Szukamy kogoś, kto nas zignoruje tak samo. Kogoś, kto będzie od nas oczekiwał zbyt wiele. Kogoś, kto da nam to samo napięcie, które znaliśmy z domu.

Dlaczego? Bo podświadomie chcemy to naprawić. Chcemy raz jeszcze przeżyć ten ból i wreszcie „zostać wybrani”, „zostać zauważeni”, „zostać usłyszani”.

To nie znaczy, że każdy związek ma boleć. Ale jeśli boli – warto zapytać: czy ten ból jest mi znajomy? Czy on przypomina coś, co już przeżyłam?

Związek jako lustro i jako szansa

Związek może być najtrudniejszą relacją… ale też najgłębszą. Bo jeśli się zatrzymasz, przyjrzysz się swoim reakcjom, zadasz sobie pytania – możesz uzdrowić coś, co długo było w Tobie zablokowane.

Nie musisz wiedzieć wszystkiego. Wystarczy zacząć od świadomości. Od refleksji: dlaczego właśnie ta osoba mnie przyciąga? Dlaczego boli mnie coś, co mówi? Co we mnie uruchamia?

Związek może być drogą. I nawet jeśli czasem przypomina piekło – może prowadzić do wewnętrznego nieba.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może także Ci się spodobać!
Syndrom ratownika to mechanizm obronny, w którym troska o innych staje się sposobem na unikanie własnych emocji. Dowiedz się więcej.

Syndrom ratownika

Niektóre osoby odczuwają silną potrzebę niesienia pomocy innym, często kosztem własnych potrzeb i granic. Choć troska o innych jest naturalna, w niektórych przypadkach może stać się mechanizmem obronnym chroniącym przed…
Zobacz wpis