Napis „What do you say” obok konturu głowy z żółtym znakiem zapytania

Co ludzie powiedzą?

Total
0
Shares

Co ludzie powiedzą? Znasz to za dobrze

Pamiętasz ten stary brytyjski serial „Co ludzie powiedzą?”? Główna bohaterka – Hiacynta Bucket – obsesyjnie dbała o wizerunek, dążyła do perfekcji i marzyła, by należeć do wyższej klasy społecznej. Jako dziecko śmiałam się z jej dziwactw.

Dziś – patrząc oczami dorosłej kobiety – widzę w tym coś głębszego. Widzę lęk. Pragnienie akceptacji. I ogromną samotność kobiety, która próbuje udowodnić światu, że zasługuje na uwagę.

I wiesz co? Zaczęłam dostrzegać w niej siebie.

Przejmowałam się. Bardzo. Zbyt długo.

Zastanawiałam się, co powiedzą. Czy się śmieją? Może mnie ocenią? Czy pomyślą, że przesadzam, że jestem śmieszna, za cicha albo zbyt emocjonalna?

To odbierało mi wolność. Dosłownie. W mojej głowie siedział niewidzialny sędzia, który analizował każde moje słowo, każdy gest, każdy post w social mediach. Znasz to?

Ciągłe dopasowywanie się, by pasować. Układanie słów w głowie, zanim coś powiem. Sklejanie siebie z oczekiwań. Gubienie siebie, żeby inni mogli czuć się ze mną lepiej.

A najgorsze w tym wszystkim było to, że z czasem sama przestałam wiedzieć, co naprawdę czuję.

Uśmiechnięta kobieta wita się podczas wideorozmowy przy laptopie w domu.

Cytat, który zmienił moje myślenie

To, co ludzie o mnie mówią, nie jest moją sprawą. Jestem, kim jestem. Robię to, co czuję. Nic nie oczekuję. Wszystko przyjmuję.

– Anthony Hopkins

Ten cytat przyszedł do mnie jak ciepły koc, którym mogłam się otulić w dzień, kiedy wszystko wydawało się zbyt trudne.

Dał mi ulg, dał mi przestrzeń dał mi zgodę na bycie sobą.

Potrzeba przynależności. I jej pułapka

Jesteśmy ludźmi dlatego z natury potrzebujemy wspólnoty. Pragniemy być częścią stada, grupy, społeczności. To nasz instynkt. I nie ma w tym nic złego.

Ale czasem granica zaciera się za bardzo.

Boimy się mówić, co czujemy. Udajemy, że wszystko gra. Dostosowujemy się, bo chcemy być „wśród swoich”.

Ceną staje się utrata siebie.

A przecież nie o to chodzi. Przynależność nie powinna wymagać maski. Nie musimy udawać, żeby ktoś nas lubił. Nie musimy się zmieniać, żeby zasłużyć na uwagę.

Jak odzyskać siebie?

Zatrzymaj się. Zadaj sobie pytanie:

  • Czy robię to, bo tak czuję?
  • Czy dlatego, że ktoś tego ode mnie oczekuje?

Zacznij wracać do siebie kawałek po kawałku. Bez rewolucji. Małymi krokami. Powiedz „nie” wtedy, kiedy masz na to siłę. Powiedz „tak” tam, gdzie naprawdę czujesz, że chcesz.

To proces. Ale każdy krok przybliża Cię do siebie.

Pamiętaj – nie musisz być dla każdego. Nie musisz być lubiana przez wszystkich. Masz być w zgodzie ze sobą przede wszystkim to wystarczy.

Dziś wiem jedno

Nie jestem po to, żeby spełniać cudze wizje. Nie muszę pasować. I choć wciąż czasem wraca echo: „A co ludzie powiedzą?” – to już nie ono rządzi moimi decyzjami.

Dziś wybieram siebie, bo tylko wtedy mogę być prawdziwie z innymi.

I jeśli też czujesz, że zbyt długo się dopasowywałaś – pozwól sobie powoli zacząć wracać do domu. Do siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może także Ci się spodobać!
Syndrom ratownika to mechanizm obronny, w którym troska o innych staje się sposobem na unikanie własnych emocji. Dowiedz się więcej.

Syndrom ratownika

Niektóre osoby odczuwają silną potrzebę niesienia pomocy innym, często kosztem własnych potrzeb i granic. Choć troska o innych jest naturalna, w niektórych przypadkach może stać się mechanizmem obronnym chroniącym przed…
Zobacz wpis