Para w objęciach, patrząca sobie w oczy – szczera miłość uchwycona w jednym spojrzeniu.

Czy Twój partner to nieprzypadkowy wybór?

Total
0
Shares

„Wyjdziesz za kogoś lub żożenisz się z kimś, kto jest podobny do tego opiekuna, przy którym nie miałaś/eś zaspokojonych swoich potrzeb”.

Ten cytat trafił we mnie jak strzał. To słowa, które padły w wywiadzie z Harville Hendrixem, twórcą terapii Imago. Mówił o tym, że nasze dorosłe relacje partnerskie są przedłużeniem emocjonalnych historii z dzieciństwa.

Wybieramy to, co znane. Nawet jeśli bolało

Kiedy jesteśmy dziećmi, nasz mózg koduje, czym jest „miłość”. Nawet jeśli to była miłość bolesna, niepewna, warunkowa.

Jeśli byłaś dzieckiem, które musiało się domyślać nastroju rodzica, które uczyło się jak chodzić na palcach, jak nie przeszkadzać, jak się „dopasować” – to jest duże prawdopodobieństwo, że jako dorosła kobieta zakochasz się w kimś, kto nie daje ci poczucia bezpieczeństwa.

Dlaczego? Bo tak wyglądała „miłość”, którą znałaś.

Reaktywność emocjonalna, której nie rozumiesz

„Twoja reaktywność wobec partnera w dorosłości jest zawsze związana z tym opiekunem z dzieciństwa, z którym miałaś najtrudniejszą relację” – mówi Hendrix.

I wiecie co? To jest przerażająco trafne.

Bo nagle zaczynasz rozumieć, dlaczego reagujesz „zbyt mocno”. Dlaczego drobne słowo partnera wbija się jak sztylet. Dlaczego milczenie drugiej osoby boli bardziej niż krzyk. Bo gdzieś już to było.

Przykład: Ania i „zimny dystans”

Mój tato zapewniał naszej rodzinie byt i był wymagający. Rzadko kiedy słyszałam – a może po prostu nie zapamiętałam – żeby mówił: „Jestem z ciebie ogromnie dumny, córko”. Zawsze próbowałam robić wszystko i jeszcze więcej, żeby to usłyszeć. Bezskutecznie. Zatracając siebie. Wiem i rozumiem, że na to miało wpływ wiele czynników– ale to odrębny temat.

Dziś mam męża, który czasem zachowuje się jak mój tata. Jest wymagający. A im więcej daję, im bardziej się staram – tym mniej działa. I tak go nie zadowolę. Dlatego już nie stoję z rączkami jak mała Ania, czekając na miłość i wdzięczność, na które muszę zasłużyć.

Dziś wiem, że ci ludzie w moim życiu – tata i mąż – nie pojawili się tam przypadkiem. Mieli mnie nauczyć czegoś bardzo ważnego: że na miłość nie trzeba zasługiwać.

Miłość po prostu jest. Widzę, że im mniej się staram, żeby ich zadowolić, tym mamy lepszy kontakt. Daję więcej sobie, więc oni dają więcej mnie. Wiem, że są ważni na mojej drodze i dziękuję im, że są!

Miłość wyrażona gestem – para zakochanych tworzy serce z dłoni w promieniach porannego słońca.

Dlaczego to robimy?

Bo mamy nadzieję.

Podświadomie liczymy, że tym razem historia skończy się inaczej. Że tym razem ta osoba da nam to, czego wtedy nie dostaliśmy. Że uleczymy siebie przez relację.

Ale jeśli nie będziemy świadomi tych wzorców, to nie będzie uzdrowienie. Będzie powtórka. Znowu rany, znowu walka, znowu ból.

Co możesz zrobić?

  1. Zatrzymaj się. Zadaj sobie pytanie: czy to, co teraz czuję, to reakcja na mojego partnera, czy na moich rodziców?
  2. Zauważ schemat. Czy powtarzasz emocjonalną historię z dzieciństwa?
  3. Zacznij rozmawiać. Z partnerem. Z terapeutą. Z sobą samą.

Świadomość to pierwszy krok do wolności

Nie musimy wiecznie odgrywać tego samego scenariusza. Możemy go zmienić. Ale najpierw trzeba zrozumieć, dlaczego wybraliśmy tę osobę. Dlaczego reagujemy tak, a nie inaczej.

Bo kiedy już to wiesz, to nie żyjesz już automatem.

Zaczynasz żyć świadomie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może także Ci się spodobać!
Syndrom ratownika to mechanizm obronny, w którym troska o innych staje się sposobem na unikanie własnych emocji. Dowiedz się więcej.

Syndrom ratownika

Niektóre osoby odczuwają silną potrzebę niesienia pomocy innym, często kosztem własnych potrzeb i granic. Choć troska o innych jest naturalna, w niektórych przypadkach może stać się mechanizmem obronnym chroniącym przed…
Zobacz wpis