Spis treści
- Cykl nadmiaru – znasz to aż za dobrze
- Jak wygląda cykl nadmiaru?
- Skąd ten schemat? Dlaczego to robimy?
- Kiedy ciało przestaje być tylko ciałem
- Bo „wracanie do siebie” to nie metafora. To biologia.
- Dlaczego tak trudno to przerwać?
- Osteopata, klik i powrót
- A kiedy wracasz do siebie… czujesz to coś
- Dla kogo jest ten wpis?
- Co możesz zrobić, kiedy czujesz, że znowu wchodzisz w cykl nadmiaru?
- Na koniec – list do Ciebie
Cykl nadmiaru – znasz to aż za dobrze
Ostatnio zatrzymałam się na chwilę. Nie z wyboru – z konieczności.
Było mi ciężko. Ale nie ciężko fizycznie. Raczej… duszno w środku.
Coś się nie sklejało. Coś było nie tak.
I pierwsza myśl? Że to ze mną coś nie tak, że może się źle organizuję.
Albo, że ogarniam za mało, bo inni dają radę, a ja – no cóż – powinnam po prostu się bardziej postarać.
Znasz to?
Znasz.
Bo jeśli jesteś kobietą, która ogarnia, wspiera, pomaga, planuje, nosi, podtrzymuje – to na 99% znasz cykl nadmiaru. I pewnie przechodziłaś przez niego nie raz.
Jak wygląda cykl nadmiaru?
To nie jest książkowy opis.
To jest doświadczenie. Pętla, w którą wchodzi się nieświadomie.
Działa to mniej więcej tak:
- Dajesz z siebie 120%. Bo trzeba. Bo dzieci. Bo praca. Bo dom. Bo wszystko się nie zrobi samo.
- Ciało szepcze: „Ej, za dużo…”
- Umysł nie słucha: „Jeszcze tylko to. Ogarnij tamto. Nie marudź.”
- Emocje krzyczą: „Nikt mnie nie słyszy! Mam dość!”
- Ciało sięga po ostateczność: zablokowana limfa, spięte jelita, bóle głowy, PMS razy dziesięć, brak snu, migreny.
- Klik. Czasem osteopata, czasem płacz pod prysznicem, czasem zniknięcie na weekend.
- Powrót. Nagle wszystko się zmienia. Bo TY wracasz do siebie.

Skąd ten schemat? Dlaczego to robimy?
Bo nas tego nauczono. Nie słowami, ale przekazem. Kulturowym, rodzinnym, pokoleniowym.
Od dziecka uczymy się, że:
- wartość = to, ile zrobisz
- miłość = to, ile poświęcisz
- odpoczynek = lenistwo
- potrzeby = egoizm
Więc robimy.
Dla wszystkich.
Za wszystkich.
Mimo siebie.
Kiedy ciało przestaje być tylko ciałem
W którymś momencie ciało już nie wytrzymuje. I mówi: stop.
Ale mówi subtelnie. Najpierw przez napięcie. Przez „dziwną” nerwowość. Przez to, że nie możesz zasnąć, że budzisz się zmęczona, że wszystko Cię drażni.
Potem już nie szepcze, tylko wrzeszczy:
- choroby autoimmunologiczne
- alergie
- przewlekłe zaparcia
- bolesne miesiączki
- migreny
- bezsenność
- a czasem – czarna dziura depresji
I nie dlatego, że coś z Tobą nie tak.
Ale dlatego, że jesteś od siebie oddalona.
Bo „wracanie do siebie” to nie metafora. To biologia.
Naprawdę – kiedy wracasz do siebie, to nie jest duchowa przenośnia. To jest fizjologiczny fakt.
- Reguluje się oddech
- Układ limfatyczny zaczyna działać
- Ciało wchodzi w stan regeneracji
- Układ nerwowy wraca do równowagi
- A Ty… czujesz spokój
Nie dlatego, że świat się zmienił.
Ale dlatego, że Ty się pojawiłaś.
Dlaczego tak trudno to przerwać?
Bo mamy głęboko wdrukowane, że najpierw trzeba zasłużyć.
Na odpoczynek, na relację, naciszę czy na oddech.
I że „zatrzymanie się” to luksus, a nie potrzeba.
A przecież to właśnie zatrzymanie ratuje nam życie. Dosłownie.
To nie coachingowy banał.
To biologiczna prawda: bez przerw – wszystko się wypala.
Osteopata, klik i powrót
Każda z nas ma ten moment.
Dla jednej to osteopata, który jednym ruchem „przywraca dostęp”, dla innej – masaż, joga, wyjazd w samotność.
A dla jeszcze innej – bunt. Płacz. Krzyk.
To moment, w którym ciało mówi: „halo, już wystarczy.”
I nagle czujesz, że wszystko się zmienia.
Nie dlatego, że mąż przestał marudzić, nie dlatego, że dzieci zaczęły jeść warzywa.
A także nie dlatego, że świat się naprawił.
Ale dlatego, że wróciłaś do siebie.
A kiedy wracasz do siebie… czujesz to coś
Trudne do nazwania.
Ale każda z nas wie, o co chodzi.
To stan, w którym nie masz już siły udawać – i wcale nie musisz.
Stan, w którym nie szukasz akceptacji – bo dajesz ją sobie.
Stan, w którym możesz powiedzieć „nie” – i nie czujesz winy.
To ten święty moment, kiedy pojawia się to błogosławione:
„Wyjebane. Kocham życie.”
Nie wulgarność. Wolność.
Dla kogo jest ten wpis?
Dla każdej kobiety, która:
- robi wszystko, by nie zawieść
- nie prosi o pomoc, bo przecież „da radę”
- jest silna… aż za bardzo
- nosi ciężary emocjonalne wszystkich wokół
- i nie pamięta, kiedy ostatnio była… po prostu sobą
Co możesz zrobić, kiedy czujesz, że znowu wchodzisz w cykl nadmiaru?
- Zrób pauzę – chociaż na pięć minut
- Połóż się. Dosłownie. Z zamkniętymi oczami
- Zadaj sobie pytanie: „Czy to jest moje? Czy mogę to dziś odłożyć?”
- Poszukaj tej jednej małej rzeczy, która dziś może być tylko dla Ciebie
- A jeśli nie wiesz, jak – po prostu oddychaj
Na koniec – list do Ciebie
Z głębi serca pozdrawiam każdą kobietę, która codziennie robi, co może,
żeby ogarnąć świat, a w środku pęka na kawałki.
Która nie mówi nikomu, jak bardzo jest zmęczona, która nie wie, czy robi dobrze – ale robi.
To też ta która kocha – aż za bardzo.
Która się stara – nawet gdy nikt nie widzi.
Jesteś wystarczająca.
Nawet wtedy, gdy nic nie ogarniasz.