Są takie zdania, które miały być „niewinne”. Słyszysz je przy stole, w pracy, w rodzinie. Ktoś żartuje. Wszyscy się śmieją. A Ty – choć uśmiechasz się z zewnątrz – w środku czujesz skurcz w brzuchu. Coś zakuło. Coś zostało. Ale przecież to tylko żart, prawda?
Nie. To nie był tylko żart.
To była przemoc – tylko przebrana w kolorową sukienkę, jak napisała autorka książki „Uwięzieni w słowach rodziców”.
Spis treści
Ja też tak miałam – i udawałam, że mnie to nie rusza
Wiem, jak to jest. Kiedyś często śmiałam się razem z innymi, choć wewnątrz coś bolało. Olewałam teksty typu:
- „Ale masz dziś minę – jakby ci ktoś życie zabrał”
- „Ty to jesteś taka wrażliwa, że się boję do ciebie odezwać”
- „Ty i odwaga? Hahaha!”
Zamiast zaprotestować – milczałam. Albo udawałam dystans. Ale w środku zaczynało się gotować. Dziś już wiem – to był sygnał. To było przekroczenie granicy.
🔗 Zobacz: Cykl nadmiaru – dlaczego w końcu padasz?
Co mówi psychologia: przemoc słowna w formie żartu
„Ubieranie przemocy w kolorową sukienkę żartu zdejmuje odpowiedzialność z przemocowca.”
To bardzo celna metafora. Bo co się dzieje, gdy ktoś nas rani, ale dodaje: „no weź, nie przesadzaj, to był żart”?
- Zostajemy z bólem, ale bez prawa do reakcji.
- Zaczynamy wątpić w siebie: czy ja jestem przewrażliwiona?
- A oprawca? Czuje się usprawiedliwiony. Bo przecież „tylko się śmiał”.
To mechanizm unieważniania emocji – jedna z najczęstszych form przemocy psychicznej, o której rzadko mówimy głośno. Bo brzmi „zbyt codziennie”, „zbyt znajomo”.

Dlaczego tak boli?
Bo za żartem może stać:
- próba pokazania wyższości,
- zakamuflowany atak,
- tłumiona złość,
- potrzeba kontroli.
Żart, który nas dotyka, to często sposób na bezkarne przekroczenie granic. Ciało to wie. Czujesz ukłucie w brzuchu, napięcie karku, suchość w gardle. Emocje dają znać: coś tu nie gra.
A my? Zamiast za nimi podążyć, często jeszcze same siebie gasimy. Bo nie wypada. Bo nie chcemy zepsuć atmosfery.
🔗 Zajrzyj do wpisu: Silni nie krzyczą, oni wiedzą.
Co możesz zrobić, gdy „żart” cię rani?
Nie musisz krzyczeć. Ale możesz:
- Zamilknąć demonstracyjnie – cisza czasem mówi więcej.
- Powiedzieć spokojnie: „Ten żart mnie nie bawi.”
- Zapytać: „Z jakiego powodu to mówisz?”
Takie reakcje oddają Ci sprawczość. Nie chodzi o to, żeby kogoś atakować. Chodzi o to, żeby przestać być bierną ofiarą „niewinnych słów”.
Nie każdy śmiech jest zdrowy
Nie każdy śmiech leczy. Są takie, które zostawiają rany. I jeśli kiedykolwiek czułaś, że coś cię „dotknęło”, ale nie wiedziałaś, dlaczego – być może to była właśnie ta przemoc w kolorowej sukience.
Nie jesteś sama. I nie jesteś „przewrażliwiona”. Jesteś po prostu człowiekiem, który czuje i widzi więcej. I to jest Twoja siła.
📩 Jeśli ten wpis coś w Tobie poruszył – podziel się nim z kimś, kto też zasługuje na jasność w relacjach.